Nigdy nie byłem super pewniakiem do gry w pierwszym składzie mojej drużyny co nie zmienia to faktu, że podobnie jak wszyscy moi koledzy niezliczoną ilość razy wydarzenia na boisku były uzależnione tylko i wyłącznie od moich indywidualnych decyzji i zachować na boisku podczas rozgrywania przeróżnych nawet tych najważniejszych meczów zespołowych. Piłka znajdując się w moich rękach w przełomowych sytuacjach sprawiała, iż czułem wtedy przeogromną presję ze strony moich kolegów z drużyny, którzy prawdopodobnie z błagalnym wzrokiem oczekiwali a wręcz domagali się ode mnie, abym wykazał się stuprocentowym profesjonalizmem w danej sytuacji i np. zdobył upragnioną przez nas wszystkich bramkę. Skąd wiem, że tak było? Oczywiście sam także obserwowałem mecz właśnie z perspektywy tego "błagającego" dlatego też doskonale orientuję się jak ktoś w takiej sytuacji może odczuwać wydarzenia na boisku.

 

Podołałem zadaniu w wielu przypadkach i byłem dumny z tego powodu, niejednokrotnie w swoim życiu. Cieszyłem się, że byłem w stanie zrobić coś dla zespołu aczkolwiek zawiodłem także wystarczającą ilość razy, że widząc tyle powtarzających się par oczu wyrażających zawód oraz (delikatnie mówiąc) wielkie zdenerwowanie byłem w takim stanie psychicznym, którego nie określa żadne pojęcie zaczerpnięte rodem z zaawansowanej literatury psychiatrycznej. Jak beznadziejnie i podle się wtedy czułem wie tylko i wyłącznie moja osoba. Koledzy polegali na mnie, wierzyli w to, że mogę przychylić szalę zwycięstwa na korzyść naszego zespołu a ja po prostu ich zawiodłem.

Tłumaczę sobie to w ten sposób (myślę, że w bardzo zdrowy i mocno pozytywny sposób) - zawiodłem moich kompanów wtedy, kiedy wykazywałem słabość, a moja słabość wynikała z mojej nonszalancji np. na treningach, kiedy nie dawałem z siebie wszystkiego co miałem najlepszego do zaoferowania. To było chyba tak naprawdę źródłem zawodu moich kumpli z drużyny. Tak, byłem cholernie słaby! Zastanawiam się tylko dlaczego poprzez moją nieudolność musieli cierpieć na tym głównie moi kumple? Przecież włożyli oni tyle wysiłku, aby osiągnąć "coś" szczególnego w swoim życiu a ja wiele rzeczy popsułem a do tego jeszcze można powiedzieć haniebnie podeptałem i wyrzuciłem do kosza. Być może jest to odrobinę dołujące twierdzenie ale jest w tym bardzo dużo prawdy.

Moja konkluzja jest jedna - Czuję się w stosunku do moich kumpli z drużyny ogromnym dłużnikiem – czasu i wiążącego się z nim szansy zwycięstwa nie jestem jednak pomimo moich szczerych chęci zwrócić, jakkolwiek mocno bym się nie starał. Mogę natomiast w zamian za to zrobić "coś" równie pomocnego dla innych napotykanych przeze mnie osób. Właśnie poprzez tę stronę, wszystkie artykuły oraz filmy dydaktyczne staram się oddać rzeczy, których się nauczyłem najlepiej jak tylko potrafię i odzyskać pośrednio zaufanie osób, których kiedyś tak bardzo zawiodłem!

Od tej pory kiedy w końcu sobie to wszystko uświadomiłem (co jak widać zajęło mi bardzo długie lata) poprzez cofnięcie się pamięcią tyle lat wstecz jestem w stanie docenić, każdy nawet najmniejszy wysiłek moich kolegów, trenerów, rodziny, ludzi pomagających mi w ten czy inny sposób na meczu, treningu czy też w życiu codziennym teraz, czy w przeszłości.  Doceniam to, jestem im za to wdzięczny a co za tym idzie jestem bardzo ale to bardzo pokorny! Mało tego - pragnę przekazać innym, aby spróbowali jak najszybciej się tego nauczyć! 

Chcę uświadomić, każdego trenującego oraz kompletnego laika, że w bardzo dużej mierze jesteśmy zależni od innych osób, czy to w sporcie, czy w prawdziwym życiu. Siłą rzeczy musimy na kimś polegać, oczekiwać oraz czegoś od niego wymagać. Z drugiej strony jeśli Ty czegoś wymagasz - zacznij robić to równie mocno zaczynając właśnie od siebie! Mam ogromną nadzieję, że wiele osób dozna w końcu tak wspaniałomyślnego oświecenia jak moja osoba oraz będzie dzięki temu się samodoskonaliła.

Najnowsze